Przypomnienie o bezbronnych – w odpowiedzi p. Piotrowi Nowakowi

Przypomnienie o bezbronnych – w odpowiedzi p. Piotrowi Nowakowi

Inspirację do tworzenia odnaleźć nietrudno. Profesor Piotr Nowak odnalazł ją w rozmowie ze starym znajomym. Mnie natomiast, jak w reakcji łańcuchowej, zainspirowały rozważania profesora. Jestem nauczycielem w szkole podstawowej oraz doktorantem filozofii, prowadzącym zajęcia ze studentami. Zapewne nie mogę w żadnym stopniu porównywać swojego dorobku dydaktycznego z dorobkiem p. Nowaka. Niemniej mam do czynienia z osobami, które profesor był łaskaw określić mianem „niepoczytalnych”. Piszę z nadzieją, że profesor Nowak podpowie mi, kto w ramach mojej praktyki dydaktycznej jest prawdziwym wariatem: ja, który pracuję dając z siebie tyle, ile mogę z osobami mierzącymi się z trudnościami w nauce (i to bynajmniej nie za wygórowane stawki), czy system, który zamiast głaskać mnie, wspiera właśnie te osoby, o mnie niejednokrotnie nie pamiętając.   

Jednym z moich uczniów jest chłopiec z zespołem Aspergera, co dobrze koresponduje z przypadkiem studenta dra Niewieskiego. Jest to jeszcze dziecko. Niemniej, zgodnie z opinią profesora Nowaka jest to dziecko „chore psychicznie, z oczywistą dysfunkcją umysłową”. Zgodnie z Rozporządzeniem MEN z 24.07.2015 roku dziecku z niepełnosprawnością lub niedostosowaniem społecznym organizuje się kształcenie, wychowanie i opiekę na każdym etapie edukacyjnym[1]. Mowa tu o wsparciu takim, jak zajęcia rewalidacyjne, pomoc nauczyciela wspomagającego czy indywidualny tok nauczania.  Zgodnie jednak z tezą profesora, od dzieci z całościowymi zaburzeniami rozwoju, takimi jak zespół Aspergera, czy – w nomenklaturze wykorzystywanej przez autora – „niezrównoważonymi”, należałoby się „trzymać z daleka”. Zdaję sobie sprawę z tego, co tutaj czynię. Profesor bowiem nie pisał o dzieciach z niepełnosprawnościami czy całościowymi zaburzeniami, lecz posłużył się przykładem STUDENTA z zespołem Aspergera. Cała zatem wypowiedź autora nie dotyczyłaby dzieci w ogóle. Należy jednak zapytać: dlaczego nie? Jak rozumiem, dra Niewieskiego niepokoił fakt , że jego konkretny student miał zespół Aspergera, nie zaś to, że zespół Aspergera dotyczy także studentów. Cała zaś linia argumentacyjna profesora Nowaka sprowadza się do analizy tego, jakie są konsekwencje pewnego rozumienia zjawiska choroby psychicznej. Jeśli stanowią one takie zagrożenie, dlaczego relatywizować je wyłącznie do edukacji wyższej? Wydaję mi się, że naturalną konsekwencją stanowiska autora jest rozszerzenie zasięgu prawa do dyskryminacji (o ile możemy powiedzieć, że coś takiego w ogóle istnieje) także na dzieci i ograniczenie im dostępu do edukacji podstawowej i średniej. Jeśli jednak taka konsekwencja zostanie wyciągnięta, należy zmierzyć się z kolejnym pytaniem: dlaczego? Dlaczego prawo do dyskryminacji miałoby być nadrzędne wobec prawa do równości szans i dostępu do edukacji? Rozumiem, że autora może niepokoić, że według niego jest to przykład działania na korzyść jednych kosztem innych (co wybrzmiewa ze słów: „Wedle Krajowych Ram Kwalifikacji dla Szkolnictwa Wyższego obowiązujących we wszystkich szkołach wyższych w Polsce dr Niewieski powinien dostosować efekty kształcenia do najsłabszego studenta”) i być może bezmyślnego naśladownictwa krajów wystarczająco silnych gospodarczo, by udźwignąć koszty takiej strategii („stachanowcy z biura Rzecznika Praw Obywatelskich (…) zawsze truchtają za życiem, nie nadążają za nim. Kopiują gotowe rozwiązania od dawna funkcjonujące w krajach bogatych i lepiej rozwiniętych bez uwzględnienia lokalnych uwarunkowań”). Warto podkreślić jednak, że zamożność czy stopień rozwoju krajów Europy Zachodniej nigdy nie były warunkiem dla zapewniania wsparcia osobom, którym grozi wykluczenie. Wsparcie to ma swoje źródła w idei humanitaryzmu, definiującej współczesną Europę. Idei, która nie od dziś jest Polsce bliska. Korzenie tego wsparcia tkwią w etyce, nie w ekonomii. W tym kontekście należałoby nieco zmodyfikować postulat profesora (o zabarwieniu retorycznym), że „nikt przy zdrowych zmysłach (…) nie będzie kwestionował, że studia wyższe powinny podejmować i kontynuować osoby zdrowe na umyśle”. Biorąc pod uwagę kierunek, który obraliśmy, należałoby raczej powiedzieć, że nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie dążył do ograniczania komukolwiek dostępu do edukacji.

Pragnę odnieść się również do rozważań autora o chorobie psychicznej, abstrahując już od faktu, że zespół Aspergera nie jest chorobą psychiczną i niekoniecznie musi wiązać się z niezrównoważeniem psychicznym. Podkreślę tylko, że osoby z zespołem Aspergera mogą funkcjonować w społeczeństwie zupełnie poprawnie, zresztą znane są przypadki osób wybitnych  z zespołem Aspergera. Warunkiem tego jednak jest pomoc. Można powiedzieć, że uniwersytety nie są przeznaczone do wspierania osób z całościowymi zaburzeniami. Jeśli już, to takie wsparcie powinno się zapewniać na niższych stopniach edukacyjnych. Zgadza się. Ale przykład powinien iść z góry. Usankcjonowanie prawa do dyskryminacji na uniwersytetach otwiera drogę do podejmowania podobnych kroków także w innych obszarach edukacji.

Zastanawiające jest także rozróżnienie na niepełnosprawność fizyczną i „niepełnosprawność psychiczną” pojawiające się w tekście prof. Nowaka. Przejmę je jednak na potrzeby argumentacji. O ile bowiem istnieją medyczne kryteria określenia pełnosprawności fizycznej, to nie ma czegoś podobnego w przypadku zdrowia psychicznego. Jak w tym kontekście ktokolwiek miałby spełnić warunek poświadczenia o swoim zdrowiu psychicznym? To, co mogę udowodnić, to brak tego rodzaju zdrowia. Stoimy zatem w obliczu impasu, w którym z jednej strony kandydaci na studia musieliby udowadniać, że nie są przysłowiowymi „wielbłądami” lub, z drugiej, uniwersytet winien z miejsca odrzucać tych, którzy dysponują opiniami lub orzeczeniami z różnego rodzaju poradni (pojawia się tu pytanie: czy osoby ze stwierdzoną dysleksją także?). Pierwsze, to absurd. Drugie wymaga powrotu do kwestii granic działania praw. Kolejną sprawą, którą wypadałoby wyjaśnić posługując się wyżej wskazanym wyjaśnieniem, jest uzasadnienie dla tworzenia na uniwersytetach udogodnień dla osób niepełnosprawnych fizycznie przy jednoczesnym odrzucaniu osób „niepełnosprawnych psychicznie”. Dlaczego mielibyśmy budować rampy dla wózków inwalidzkich, windy, podpory i różnego rodzaju oznaczenia ułatwiające poruszanie się po uniwersytecie osobom z niepełnosprawnościami fizycznymi? Jeśli argumentem za tezą profesora o ograniczaniu dostępu do uniwersytetu osobom z chorobami/zaburzeniami psychicznymi jest to, że mogą one utrudniać pracę kadry dydaktycznej, to równie dobrze można go zastosować do osób z niepełnosprawnościami fizycznymi. Znów nie rozumiem, dlaczego prawo do dyskryminacji miałoby mieć tak wąski zasięg, dlaczego nie zrobić jeszcze jednego kroku dalej.

Na koniec chciałbym się odnieść do zagrożenia płynącego z „rozbrykanych fantazji Michela Foucaulta”. Zapewne jest to zależne od interpretacji, lecz koncepcje Foucaulta są niezwykle złożone i kompleksowe. Myślę, że nie będę odosobniony w opinii, że trudno czytać „Historię szaleństwa” czy „Narodziny kliniki” bez czytania „Nadzorować i karać” czy „Wykładów z College de France”. Foucaultowi bowiem bliskie były rozważania o władzy. Szpital psychiatryczny, szkoła czy więzienie są zaś dla niego instytucjami, które umożliwiają przejawianie się władzy. Pisząc zresztą o Foucaulcie i chorobie psychicznej jako społecznym fenomenie, nie sposób pominąć Thomasa Szasza i całego ruchu antypsychiatrycznego, których głównym założeniem było zinstrumentalizowanie zjawiska choroby psychicznej, służące sankcjonowaniu wykluczenia. Mam wrażenie, że tekst prof. Nowaka wpisał się właśnie w ten nurt, przeciw któremu stawał Foucault i Szasz wiele dekad temu.

Oburzenie było pierwszą motywacją dla napisania powyższego tekstu. W drugim rzędzie jednak było to przeświadczenie o pewnym braku spójności, której być może nie powinienem wymagać od tekstu publicystycznego. Niemniej, mogę tego wymagać w przypadku tematyki tak drażliwej i tak zaniedbanej, jak sytuacja osób z chorobami/zaburzeniami psychicznymi czy zaburzeniami rozwoju. Odmowa tolerancji i udzielania wsparcia tym osobom jest sprawą poważną. Podstawą dla działań afirmatywnych  skierowanych do tych osób nie jest tylko to, że nie w pełni odpowiadają za niektóre swoje zachowania. Nieumyślność pewnych zachowań nie stanowi jedynego kryterium zwalniającego takie osoby ze zwykłych procedur, jeśli już uznajemy, że coś takiego ma w ogóle miejsce. Istotnym kryterium w tym kontekście jest ich bezbronność, co w krajach Bogatego Zachodu doczekało się osobnej kategorii: vulnerability. To właśnie my jesteśmy od tego, by bronić tych, którzy nie zawsze potrafią sami to zrobić. Szczególne miejsce w tej misji zajmują nauczyciele, także akademiccy. A tekst profesora Piotra Nowaka jest najlepszym tego przypomnieniem.

 


[1] Rozporządzenie MEN §§2 i 3.

Analfabetyzm z perspektywy współczesnej Polski wydaje się problemem marginalnym, wystarczy jednak spojrzeć na inne kontynenty... czytaj więcej
Dietyloamid kwasu D-lizergowego, znany też jako LSD, jest popularną substancją psychoaktywną. Jest bardzo czynny – wystarczy... czytaj więcej
Depresja to najczęściej występujące zaburzenie psychiczne wśród Europejczyków [1]. Jest także jednym z najczęściej obecnych w... czytaj więcej
Podobno kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje. Czy aby na pewno? Niech ten tekst stanowi pocieszenie dla tych, którzy rano potrz... czytaj więcej